"CHRYSTUSOWIEC NIEZŁOMNY" - KS. RUDOLF MARSZAŁEK "OPOKA"


"Być wolnym, a jednak czuć się niewolnikiem, to chyba najstraszniejsze uczcie. A jednak jest ono w sercach nas wszystkich. I te pęta niewoli szatańskiej chcemy zerwać , my, garstka szaleńców, którzyśmy się wyrzekli wszystkiego - nawet prymitywizmu życiowego - domu rodzinnego - wszelkiej wygody, a wzięliśmy na siebie trud i krwawy znój. Walczymy dziś o wolność całego narodu, by poprzez mogiły tych, co polegli, śladem krwi naszych blizn szedł każdy obywatel, myślący i czujący tak jak my. Ku zwycięstwu sprawiedliwości" - pisał pochodzący z Komorowic Krakowskich ksiądz major Rudolf Marszałek, ps. "Opoka" do swoich znajomych, zamordowany przez komunistów, chrystusowiec, zakatowany 10 marca 1948. Żył w duchu naszego zakonnego zawołania: "Wszystko dla Boga i Polonii Zagranicznej", wszystko dla Boga i Polski. Ciało księdza majora zostało pochowane potajemnie i bezimiennie na terenie warszawskiej Dolinki Służewieckiej. Komunistyczni siepacze pewnie chcieli, by imię i nazwisko Rudolfa Marszałka na zawsze zostało wymazane z pamięci. To im się nie udało. Pamięć o nim żyje. Chwała bohaterom.


Ks. Rudolf urodził się 29 sierpnia 1911 roku  w Komorowicach. Ukończył Gimnazjum Polskie, w młodości był harcerzem i członkiem Sodalicji Mariańskiej. Tuż przed wybuchem II wojny światowej ukończył Seminarium Zagraniczne Towarzystwa Chrystusowego dla Wychodźców w Potulicach i studia teologiczne w Poznaniu. Święcenia kapłańskie otrzymał z rąk prymasa Polski ks. kard. Augusta Hlonda 3 czerwca 1939 roku.



W lipcu 1939 r. ks. Marszałka powołano na kapelana 58. pułku piechoty w Poznaniu. Z Armią "Poznań" dotarł do Warszawy i w czasie jej obrony był kapelanem w szpitalu maltańskim. Został aresztowany przez Niemców i do listopada więziony na Pawiaku. Po wyjściu z więzienia zaangażował się w działalność konspiracyjną. Przez konspiracyjną Komendę Główną Organizacji Orła Białego został wysłany do Bielska, by stworzyć struktury organizacji. Po dekonspiracji Organizacji Orła Białego przez gestapo otrzymał rozkaz udania się do polskiej komórki przerzutowej w Budapeszcie. Znowu został aresztowany przez gestapo, więziony w Wiedniu, prawdopodobnie na jakiś czas osadzony w obozie koncentracyjnym. Zwolniony dzięki staraniom rodziny. Po powrocie do okupowanej Polski i kuracji zdrowotnej był duszpasterzem w parafii św. Mikołaja w Bielsku, a następnie rektorem w kościele w Dziedzicach. Wiosną 1942 r. mianowano go rektorem w kościele w Bystrej Krakowskiej, gdzie pełnił posługę do zakończenia wojny. Związał się z konspiracją niepodległościową. Służył jako kapelan oddziałom leśnym Śląska Cieszyńskiego, w tym oddziałowi kpt. Henryka Flamego ps. "Bartek". W związku z próbą aresztowania go przez UBP od 1 lipca ukrywał się w Bystrej i Szczyrku, po czym dołączył do zgrupowania "Bartka". W uzgodnieniu z dowódcą zgrupowania NZS (Narodowych Sił Zbrojnych) na przełomie sierpnia i września 1946 r. wyjechał do Niemiec, by zorganizować pomoc oddziałom NZS i przerzucić je na Zachód. W liście do Flamego pisał: "Chciałbym odprawić mszę św. w tej krainie naszych wielkich zadań". Nie było mu to dane. Po powrocie do kraju został aresztowany przez Urząd Bezpieczeństwa Państwowego.


Po rocznym śledztwie, ciężkich torturach i męczących przesłuchaniach, 10 stycznia 1948 roku, w więzieniu na Mokotowie zapadł wyrok sądu wojskowego - kara śmierci. 8 marca 1948 roku do Szefa Wojskowego Sądu Rejonowego w Warszawie wpłynęło pismo od Prezesa Najwyższego Sądu Wojskowego informujące, że Prezydent RP nie skorzystał z prawa łaski i wyrok należy wykonać natychmiast. Do tej pory nie wiadomo, gdzie został pochowany. Wyrok wykonano 10 marca 1948 r. około godz. 22.00. Zachowany jest protokół z wykonania wyroku śmierci:"Warszawa, 10 marca 1948 roku, do więzienia na Mokotowie zgłosił się o godz. 21.55 Prokurator Naczelnej Prokuratury Wojskowej ppłk. Czesław Szpądrowski w sprawie wykonania prawomocnego wyroku Wojskowego Sądu Rejonowego w Warszawie z 17 stycznia 1948 r. i zatwierdzonego postanowieniem Najwyższego Sądu Wojskowego z dnia 20 lutego 1948 r. i wobec nieskorzystania z prawa łaski przez Prezydenta RP, w obecności naczelnika więzienia, lekarza, duchownego, za pośrednictwem dowódcy plutonu egzekucyjnego, po odczytaniu sentencji wyroku skazanemu Marszałkowi Rudolfowi s. Jana i Teresy z Pachowskich i po stwierdzeniu prawomocności tego wyroku oraz oświadczeniu, że Prezydent RP z prawa łaski nie skorzystał - powyższy wyrok wykonał względem Marszałka Rudolfa s. Jana i Teresy z Pachowskich, ur. 29 sierpnia 1911 r. w Komorowicach, pow. Biała - przez rozstrzelanie. Zgon w/w Marszałka został stwierdzony przez lekarza, /podpisy/".

Z ostatnich listów ks. Rudolfa, chrystusowca do o. Ignacego Posadzego SChr: "Zapewnie niepokoi się Twoje ojcowskie serce o syna swego, lecz bądź spokojnym, Bóg jest dobry - czuwa nad sercem i duszą moją. Odprawiam rekolekcje święte, tak dziwnie inne od tych wiele już odprawionych. Cisza górskich lasów mnie osłania... coraz wyraźniej rozumiem słowa św. Pawła - ukrzyżuj mnie Chryste, bym się stał jedno z Tobą... nie ma się czasu na własne ja w tym życiu - przyświeca nam hasło Bóg i Ojczyzna, którego postanowiliśmy bronić do ostatniej kropli krwi. Życie nasze Polsce oddamy, by stała się wielką katolicką zawsze wierna zasadom nauki Chrystusa Pana... moje przybycie do Poznania jest niemożliwe, szukają mnie, wydali nagrodę na moją głowę i napewno wydadzą wyrok śmierci... Ojcze, Ciebie proszę o gorącą modlitwę, by Bóg i Matka Najświętsza miała nas w swojej przemożnej opiece. I ja w tej ciszy leśnej swych rekolekcji wszystko ofiaruję za naszą Societas, by była chlubą Kościoła Bożego i wydała świętych, nieustraszonych mężów... wasz zawsze oddany brat w Chrystusie". (List do o Posadzego, Przełożonego Towarzystwa Chrystusowego, datowany na 8 sierpnia 1946). Owiany głęboką wiarą w Chrystusa, nabrałem dziwnej odwagi, bo czyż słowa św. Pawła nie stają się żywymi dziś dla nas kapłanów - mnie żyć jest Chrystus a umrzeć zysk - tą nadzieją przepełniony idę w tę przyszłość, by żyć, a gdy przyjdzie ginąć, umrzeć jak przystało na chrystusowca. Drogi Ojcze, proszę by Twoja i mych współbraci modlitwa była zawsze nie tylko ze mną - a z tymi, którzy dla świętej sprawy Kościoła Bożego i Ojczyzny podjęli ten bój... codzienny mozół i pracę, każdą modlitwę ofiaruję za Was, za naszą Societas, by stała się źródłem świętości kapłańskich dusz i serc... po załatwieniu swych zadań wrócę, gdy Bóg pozwoli, by prowadzić moich chłopaków dalej na szlaki świętej i sprawiedliwej walki, aż do zupełnego zwycięstwa... oddany w Chrystusie brat - Stefan Opoka major".(List do o Posadzego, Przełożonego Towarzystwa Chrystusowego, datowany na 20 sierpnia 1946). "Wyniszczyć siebie, by żyć o Chryste dla Ciebie, a przez Ciebie dla ludzi! Oto moja droga życia...". "Spełniłem swe zadanie w całej pełni, czekają mnie teraz nowe nieznane trudy, ale dla Boga i Jego Świętej sprawy gotowym podjąć każdą choćby największą ofiarę...".


Jego oprawcy i prześladowcy oraz zdrajcy mieli się dobrze, a nawet bardzo dobrze - nie tylko w Polsce Ludowej, ale i później. Jako jedyny spośród nich tylko Adam Humer z MBP stanął przed sądem RP i został skazany, ale nie za tę zbrodnię sądową, tylko za inne. Henryk Wendrowski, agent UB, którego działalność doprowadziła do okrutnej śmierci około 200 żołnierzy kpt. "Bartka", dosłużył się stanowiska wicedyrektora Departamentu III MBP i stopnia pułkownika. Był również intensywnie wykorzystywany do innych prowokacji. Po zwolnieniu ze służby w organach bezpieczeństwa w 1968 roku nie odsunięto go na boczny tor - został ambasadorem PRL w Danii, następnie w Islandii. Zmarł w Warszawie w 1997 roku jako zasłużony, dobrze opłacany z naszych podatków emeryt.  Kat z Mokotowa Piotr Śmietański po 1968 roku wyjechał z kraju. Inni - sędziowie i prokuratorzy - robili dalsze kariery zawodowe w PRL. Włos im z głowy nie spadł. Po 1989 roku przyszła gruba kreska i "państwo prawa", które okazało się niezwykle skutecznym narzędziem obrony komunistycznych przestępców. Nie było procesów, brakowało dowodów, nie dochodziło (poza nielicznymi przypadkami) do aktów oskarżenia. I nagle okazało się, że to, co w PRL było pustym pojęciem, czyli domniemanie niewinności, stało się nieocenionym orężem w rękach post(?)komunistów. Aleksander Kwaśniewski tuż po wygranych wyborach prezydenckich w 1995 roku zwrócił się do swych wyborców: "Możecie chodzić z podniesionym czołem". Faktycznie, po prawie półwiekowym okresie komunistycznego bezprawia przyszedł długi okres bezkarności w III RP. Rodziny ofiar nie mogą się doprosić nie tylko sprawiedliwości, ale choćby symbolicznego zadośćuczynienia w postaci realnej dekomunizacji i deubekizacji.



100 wyświetlenia

© 2019 by Rafał J. Sorkowicz SChr      

DOM PIELGRZYMA POLONIA SOCIETAS CHRISTI

  • Facebook
  • Twitter