ŚWIAT UMIERA Z ZIMNA - KRZYK KARD. SARAH O OGIEŃ WIARY


W Częstochowie pojawił się gość znamienity, pielgrzym, hierarcha z najwyższej półki, ale tak skromny i "niewidzialny", jak nie jeden chłopczyna z małej, zapomnianej wioski afrykańskiej. Piszę o czarnoskórym purpuracie - kard. Robercie Sarah (czyt. Sarà, nazwisko nieodmienialne), gwinejskim biskupie rzymskokatolickim, kardynale, prefekcie Kongregacji Kultu Bożego i Dyscypliny Sakramentów (od 24 listopada 2014).


Przybył do Polski, na zaproszenie Episkopatu, by opowiedzieć co nieco o swojej najnowszej książce (genialny wywiad-rzeka: Wieczór się zbliża i dzień już się chyli, Warszawa, 2019) oraz wziąć udział w 30. Ogólnopolskim Forum Szkół Katolickich na Jasnej Górze. Uczestniczyło w nim ok. 500. dyrektorów i nauczycieli, reprezentujących ok. 600. szkół katolickich z całej Polski.


Zacznę od rzeczy najbardziej przejmującej. Kard. Robert Sarah przewodniczył porannej Mszy Świętej w języku łacińskim w Bazylice Jasnogórskiej, w piątek, 15 listopada. Chyba nigdy w życiu nie widziałem tak celebrowanej Eucharystii. Jan Paweł II mawiał, że święci nas zawstydzają. Dzieje się tak, bo całym sobą pokazują, że można żyć Ewangelią i naśladować Chrystusa już tu, na ziemi, bez cynicznych usprawiedliwień i najczęściej "pod prąd".

Kard. Sarah nas zawstydził. Od początku Eucharystii, jakby "nieobecny", ze spuszczonym wzrokiem, wbity w fotel, emanujący spokojem zmieszanym z cierpieniem, przy ołtarzu prawie niewidzialny. Nie było kard. Sarah, był Jezus. Żywy, prawdziwy, zgnieciony naszymi grzechami, umierający w męczarniach na krzyżu. Kardynał wszedł na Golgotę. Stanął pod krzyżem, zniknął zupełnie, stając się czystą szybą, subtelnym szkłem, przez które było widać tylko Chrystusa. Zawstydził nas gość z Watykanu i przypomniał (szczególnie kapłanom), że Eucharystia jest anamnezą, uobecnieniem męki i śmierci Chrystusa, jest Przenajświętszą Ofiarą. "Niewidzialność" celebransa z Watykanu krzyczała świętą ciszą: przestańcie gwiazdorzyć! Grać pierwsze skrzypce, rozglądać się na lewo i prawo, rzucać na patenę Ciało Chrystusa jak jakiś ochłap!


Po Mszy, w swoim wykładzie, kard. Sarah wyrzekł gorzkie słowa, jak rasowy prorok: kryzys wiary tysięcy ludzi ma nade wszystko swoje źródło w braku wiary - w rzeczywistą obecność Chrystusa w Eucharystii. To, co kapłani wyrabiają czasami przy ołtarzu jest tragedią, ich tragedią. Czy my jeszcze wierzymy w obecność Chrystusa w Przenajświętszej Ofierze, trzymając umęczonego Pana w dłoniach? Eucharystia pachnie przelaną Krwią Zbawiciela a nie lukrem cieplutkiego jeszcze pączka. Ilu ludzi wypędziliśmy ze świątyni, my kapłani, z powodu naszej niechlujności i bylejakości w sprawowaniu Eucharystii? Kard. Sarah, w piątkowy poranek, jeszcze raz wszedł na Golgotę. Wprowadził nas pod krzyż. Widoczny był już tylko Chrystus. Bo pierwsze, ma być pierwsze.


Sam wykład w jasnogórskiej Sali Papieskiej, wypełnionej po brzegi księżmi, zakonnicami, dyrektorami, nauczycielami, wychowawcami oraz katechetami z polskich szkół katolickich, był "krzykiem miłości" kard. Sarah, który diagnozował kryzys Kościoła i wskazywał drogi odnowy. "Świat umiera z zimna - mówił kard. Sarah - ponieważ w nas przestaje płonąć ogień wiary". Świat odrzuca ojcostwo Boga, nadprzyrodzoność, myślenie metafizyczne, rzucając si w ramiona zakłamanych, lucyferiańskich idei "gender" czy "transhumanizmu", ufając tylko w ludzką moc i racjonalizm. Poddają się temu ludzie Kościoła, nie wyłączając pasterzy, którzy zamiast karmić świat Ewangelią, ulegają trendom postoświeceniowym, naukom sprzecznym z orędziem Chrystusa. W tym zamęcie już nic nie jest jasne, klarowne i ewangelicznie radykalne. "Rzucamy się reformować Kościół - mówi kard. Sarah - na modłę reformowania w sposób ludzki i ludzkimi sposobami. Chcemy reformować wszystko i wszystkich, z wyjątkiem siebie. Tym samym idziemy drogą biednego i zagubionego duchowo Marcina Lutra, którego reformacja dała początek rzece krwi, płynącej przez Europę w chaosie bratobójczych i religijnych wojen.


"Kościół nie potrzebuje reformatorów, ale świętych" - przypomniał kard. Sarah. Po ludzku nie da się Kościoła zreformować, bo rzeczywistość Kościoła ma wymiar bosko-ludzki. Zreformuj Ducha Świętego... Brzmi zabawnie. Ale patrząc na to, co dzieje się w naszym Kościele, zabawne już nie jest. Pogubiliśmy się mocno, ale jest nadzieja - konkluduje kard. Sarah. Trzeba paść twarz i oddać cześć Bogu, trwać w pokornej modlitwie, karmić się Ciałem Chrystusa, Jego sakramentalnym Miłosierdziem, Słowem Bożym, poznawać (i być jej wiernym) katolicką naukę, mającej swoje źródło w Tradycji Rzymskokatolickiej i Piśmie Świętym. Nade wszystko jednak powrócić do wielkich źródeł świętej liturgii, nie wypaczając jej i nie odzierając z jej świętej sakralności.


Już po wszystkim, przedarłem się przez tłum oblegający kard. Sarah, i poprosiłem Go o błogosławieństwo. Na moją drogę kapłańską, ale także dla naszego jasnogórskiego Domu Pielgrzyma i wszystkich tu do chrystusowców przybywających. Uklęknąłem. Ksiądz Kardynał z serca pobłogosławił a potem po ojcowsku przytulił. W jego pasterskich ramionach poczułem ogień. Ogień wielkiej miłości, która była z poza niego. Dziękuję Bogu za dzisiejszy dzień i za to wszystko, co się dzisiaj stało. A szczególnie za kard. Sarah, który nie przestaje ogrzewać ogniem wiary umierającego z zimna świata. Pan jest wielki! Do dzieła, kochani. Więcej pokory i ognia! Chwała Ojcu i Synowi i Duchowi Świętemu...



0 wyświetlenia

© 2019 by Rafał J. Sorkowicz SChr      

DOM PIELGRZYMA POLONIA SOCIETAS CHRISTI

  • Facebook
  • Twitter